The nice ending of today's cycling :-)
* THOUGHTS * PHILOSOPHY *WRITING *PERSONAL DEVELOPMENT *PLACES *LIFE *PHOTOGRAPHY *BEAUTY *MUSIC
Friday, 31 March 2017
Wednesday, 29 March 2017
The shape of a dove's heart
I met this lovely dove today in Oświęcim. With heart-shaped bill and innocent eyes. I am so happy to just have catched him at the photography.
Made with an old iPhone 4s.
Made with an old iPhone 4s.
Sunday, 19 March 2017
Transforming the walls into doors
Drogi Czytelniku,
Przed zapoznaniem się z poniższym video upewnij się, że nawet jeśli doświadczasz w chwili obecnej uczucia beznadziei i rozpaczy, widzisz wciąż światełka w tunelu zwane nadzieją, wiarą i miłością.
Ponadto upewnij się, że twój angielski pozwala ci na odsłuchanie go bez przeszkód (na naukę nigdy nie jest...).
Autorka tego bloga.
"Pogawędkę" wygłasza Nick Vujicic, Australijczyk serbskiego pochodzenia, urodzony z rzadką chorobą zwaną tetra-amelia. Zgodnie z jego słowami:
Wszyscy czegoś poszukujemy. Tym czymś jest nadzieja. Jej pojawienie się nie następuje ot tak, samo od siebie, równocześnie z naszym przyjściem na świat..Nie, tak naprawdę to przychodzimy na świat w bólu. Naszym przeznaczeniem jest żyć, stawiając czoła przeciwnościom.
Zawsze mamy wybór - złościć się z powodu tego, czego nie mamy, lub być wdzięcznymi za to, co już mamy.
Przytulenie działa o wiele mocniej niż słowa.
Moja wartość NIE zależy od tego, jak wyglądam, jaką mam pracę, skąd pochodzę, gdzie się urodziłem, ile mam forsy i tym podobne. To nie znaczy tak naprawdę nic.
Dwa najważniejsze dni w twoim życiu to: ten, w którym się urodziłeś i ten, w którym zrozumiałeś dlaczego.
Przed zapoznaniem się z poniższym video upewnij się, że nawet jeśli doświadczasz w chwili obecnej uczucia beznadziei i rozpaczy, widzisz wciąż światełka w tunelu zwane nadzieją, wiarą i miłością.
Ponadto upewnij się, że twój angielski pozwala ci na odsłuchanie go bez przeszkód (na naukę nigdy nie jest...).
Autorka tego bloga.
"Pogawędkę" wygłasza Nick Vujicic, Australijczyk serbskiego pochodzenia, urodzony z rzadką chorobą zwaną tetra-amelia. Zgodnie z jego słowami:
Wszyscy czegoś poszukujemy. Tym czymś jest nadzieja. Jej pojawienie się nie następuje ot tak, samo od siebie, równocześnie z naszym przyjściem na świat..Nie, tak naprawdę to przychodzimy na świat w bólu. Naszym przeznaczeniem jest żyć, stawiając czoła przeciwnościom.
Zawsze mamy wybór - złościć się z powodu tego, czego nie mamy, lub być wdzięcznymi za to, co już mamy.
Przytulenie działa o wiele mocniej niż słowa.
Moja wartość NIE zależy od tego, jak wyglądam, jaką mam pracę, skąd pochodzę, gdzie się urodziłem, ile mam forsy i tym podobne. To nie znaczy tak naprawdę nic.
Dwa najważniejsze dni w twoim życiu to: ten, w którym się urodziłeś i ten, w którym zrozumiałeś dlaczego.
Saturday, 18 March 2017
Wednesday, 8 March 2017
Gdzie diabeł nie może...
Podany tekst jest mojego autorstwa. Nie zezwalam na jego
kopiowanie, rozpowszechnianie w jakiejkolwiek formie w celach komercyjnych bez
mojej zgody.
Mój pierwszy dzień w nowej pracy odcisnął na
mnie niezatarte piętno, trwalsze niż tatuaż na lewym biodrze zrobiony kiedyś na
Barbadosie po zbyt wielu koktajlach, rzecz jasna mlecznych. Tak na dobrą sprawę
do końca nie wiedziałam, w co się pakuję. Przemknęło mi nawet przez myśl, że
przy moim szczęściu zaraz mnie odstrzelą. Byłam jednak pewna, że praca
sekretarki (nie szparki, chociaż szef nie byłby bardzo anty) przez wrodzoną
bystrość umysłu odkrywającej coraz to inne machinacje finansowe firmy, nie była
dla mnie wystarczająco ekscytująca. Zawsze miałam zdolności językowe, pragnęłam
przemierzać świat wzdłuż i wszerz, nie mając na karku zrzędzącego, misiowatego
męża w pluszowych kapciach, zawodzącego smętnym głosem o przyniesienie mu
butelki piwa z oddalonej o dwa metry lodówki. Nie, nie tak wyobrażałam sobie
moje życie. Nie mając nic do stracenia, postawiłam wszystko na jedną kartę.
Spakowałam walizkę, zebrałam z konta wszystkie oszczędności, w tym spadek po
mojej jedynej krewnej, ciotce Klarze, i wyjechałam o nieludzkiej porze, to jest
szóstej rano z minutami moim niebieskim garbusem, nazywanym pieszczotliwie
„Dolly” z K. do Pragi.
W pewnym tajemniczym ośrodku w Pardubicach
poddano mnie maszynowemu przepytywaniu. Sprawnościowo musiałam wykazać się już wcześniej. Pozostawiło to na mnie niezatarte piętno w postaci trudności z siedzeniem. W nocy śniłam upojne sny o tym że spadochron mi się nie otwiera i rozbijam się o ziemię kończąc żywot z twarzą w czymś brązowym i bynajmniej nie pachnącym różami.
Czechy również mnie nie rozczarowały. Niekończące się pytania, kwestionariusze, brr. Najbardziej zapadły mi w pamięć cztery:
Czechy również mnie nie rozczarowały. Niekończące się pytania, kwestionariusze, brr. Najbardziej zapadły mi w pamięć cztery:
- Czy wspiera pani terrorystów? - ping.
- Czy wówczas bym tu siedziała? - pong.
- Czy wówczas bym tu siedziała? - pong.
- Czy kogoś pani pozbawiła życia? - ping.
- A pająk na ścianie się liczy? - pong.
- A pająk na ścianie się liczy? - pong.
- Czy jest pani homo czy heteroseksualna? - ping.
- Niechby panów usłyszały teraz feministki. - pong.
- Niechby panów usłyszały teraz feministki. - pong.
- Czy ma pani opory w dotarciu do przeciwnika wszelkimi sposobami?
- To raczej im opór na nic się nie zda.
- To raczej im opór na nic się nie zda.
Pod koniec pięciodniowych testów miałam wrzący makaron
zamiast mózgu. Zakwaterowałam się w tanim pensjonacie pod Pragą pachnącym
kamforą razem z moim Fartem i czekałam. Po czterech dniach przyszło pismo,
które otworzyłam nieco drżącymi rękami. Zostałam przyjęta do Instytutu Operacji
Specjalnych, niedawno utworzonej, tajnej agencji wywiadowczej obejmującej
zakresem działania Europę i Euroazję. Moje życie tak naprawdę dopiero się
rozpoczęło.
List był zakończony zdaniem: „Dyrygent
oczekuje na nową skrzypaczkę jutro, czyli w piątek o 8.18 w gmachu orkiestry”.
Wydawszy nieprzystojny okrzyk podskoczyłam z radości kilka razy w górę, po czym zmięłam list w kulkę i podpaliłam
zapalniczką. Fart zamiauczał rozdzierająco. Mrucząc coś głupiego pod nosem,
zerknęłam w stronę jego wiklinowego transportera i wzięłam kota na ręce. W
telewizji nadawali jakiś czeski film. Ażurowa lampa jaką musiały się zachwycać
obecne stulatki oświetlała mój hotelowy pokój przytłumionym, czerwonym
blaskiem. W pomieszczeniu nade mną ktoś ostro ćwiczył grę na puzonie. Tajny
agent musi być zapobiegliwy, więc miałam ze sobą zapas zatyczek do uszu. Nie
sądziłam jednak, że długo pozostanę w tym miejscu. Z pewnością Dyrygent wyśle
mnie do jakiegoś egzotycznego zakątka.
- Chodź, mój włochaty szpiegu, uczcimy mój
sukces – powiedziałam do kota, przytulając go mocno i cudem uchylając się od
jego pazurków. – Drobiowe serduszka dla ciebie, a dla mnie Chardonnay.
W
umówionym dniu zamknęłam Farta i wszystkie szpargały na siedem spustów i
pojechałam wynajętą skodą do agencji. Sztab Instytutu znajdował się w niepozornym,
dziesięciopiętrowym chromowanym wieżowcu na obrzeżach stolicy kraju piwoszy.
Oficjalnie mieściła się tam siedziba amerykańskiej korporacji.
Traf chciał, że był to piątek trzynastego,
bardzo wietrzny, szczypiący dłonie lodowatymi igłami marcowy poranek. Po okazaniu
ochronie stosownych dokumentów i zbadaniu wykrywaczem metali, zostałam wpuszczona
do przestronnego holu, gdzie od razu podszedł do mnie, a raczej miękko podpłynął
najmniejszy i najbardziej chudy człowieczek w rogowych okularach, jakiego
widziałam w życiu. Szarawy garnitur leżał na nim sztywno niczym za mocno
wykrochmalony obrus na dębowym stole. Był tak niski, że aby spojrzeć mu w oczy
musiałam pochylić głowę niczym niewolnica w haremie na widok sułtana.
Przystanął przede mną na baczność, błyskawicznie zerkając na swój biały kieszonkowy
zegarek z ogromnymi czerwonymi cyframi wskazującymi godziny.
Chcąc nie chcąc wytrzeszczyłam oczy. Widząc mój wzrok zaśmiał się
złośliwie, co zabrzmiało jak atak kaszlu suchotnika.
— Podoba się pani mój zegarek? Bardzo patriotycznie, zgoda.
(..)
Elysian Fields, Orgasmic Voices
Elysian Fields, czyt. Pola Elizejskie to amerykańska grupa muzyczna powstała w roku 1990 w Nowym Jorku z inicjatywy Jennifer Charles (wokal, instrumenty) oraz Orena Bloedow (gitara).
Grupa tworzy w nurcie tzw. rocka alternatywnego (cóż poradzę na to, że zawsze pociągało mnie to co wykrzywione, niełatwe). Taka surowa, pierwotna, obdarta z upiększeń muzyka jest jak narkotyk.
I do tego... cóż tu kryć... orgazmiczne głosy. Kobiecy i męski.Wybrałam dwa utwory w których to ładnie słychać.
Queen of the Meadow:
(męsssski)
Black Acres
(kobiecy...)
Grupa tworzy w nurcie tzw. rocka alternatywnego (cóż poradzę na to, że zawsze pociągało mnie to co wykrzywione, niełatwe). Taka surowa, pierwotna, obdarta z upiększeń muzyka jest jak narkotyk.
I do tego... cóż tu kryć... orgazmiczne głosy. Kobiecy i męski.Wybrałam dwa utwory w których to ładnie słychać.
Queen of the Meadow:
(męsssski)
Black Acres
(kobiecy...)
Wednesday, 8 February 2017
Monday, 19 December 2016
Man with a Harmonica, Twisted Nerves
Kultowy western "W Samo Południe".
Henry Fonda jako czarny charakter jest przeszywająco przerażający, zimy i zarazem hipnotyzujący.
Morricone i szarpiąca nerwy muzyka.
https://www.youtube.com/watch?v=hL-X53ze5O0&list=FLzFiQi5MtbORrOdWrO6uPUA&index=6
Henry Fonda jako czarny charakter jest przeszywająco przerażający, zimy i zarazem hipnotyzujący.
Morricone i szarpiąca nerwy muzyka.
https://www.youtube.com/watch?v=hL-X53ze5O0&list=FLzFiQi5MtbORrOdWrO6uPUA&index=6
In the arms of an angel , Muzyka dla serca
I ponownie, dość nieznana w Polsce artystka... Sarah McLachlan.
Spend all your time waiting
For that second chance
For a break that would make it okay
For that second chance
For a break that would make it okay
There's always some reason
To feel not good enough
And it's hard, at the end of the day
To feel not good enough
And it's hard, at the end of the day
I need some distraction
Oh, beautiful release
Memories seep from my veins
Oh, beautiful release
Memories seep from my veins
And maybe empty
Oh, and weightless, and maybe
I'll find some peace tonight
Oh, and weightless, and maybe
I'll find some peace tonight
In the arms of the angel
Fly away from here
From this dark, cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You're in the arms of the angel
May you find some comfort here
Fly away from here
From this dark, cold hotel room
And the endlessness that you fear
You are pulled from the wreckage
Of your silent reverie
You're in the arms of the angel
May you find some comfort here
It don't make no difference
Escape…
Escape…
In the arms of an angel
Dante's Prayer, Muzyka dla duszy
Pytanie za sto punktów... kto z Państwa słyszał o Facebooku?
Pytanie za dwieście punktów... kto słyszał o muzyce celtyckiej?
A może warto...szukać i znajdować?
When the dark wood fell before me
And all the paths were overgrown
When the priests of pride say there is no other way
I tilled the sorrows of stone
I did not believe because I could not see
Though you came to me in the night
When the dawn seemed forever lost
You showed me your love in the light of the stars
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Then the mountain rose before me
By the deep well of desire
From the fountain of forgiveness
Beyond the ice and fire
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Though we share this humble path, alone
How fragile is the heart
Oh give these clay feet wings to fly
To touch the face of the stars
Breathe life into this feeble heart
Lift this mortal veil of fear
Take these crumbled hopes, etched with tears
We'll rise above these earthly cares
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Please remember me
https://www.youtube.com/watch?v=iEqpdSKdpxs
Loreena McKennitt, Dante's Prayer
Pytanie za dwieście punktów... kto słyszał o muzyce celtyckiej?
A może warto...szukać i znajdować?
When the dark wood fell before me
And all the paths were overgrown
When the priests of pride say there is no other way
I tilled the sorrows of stone
I did not believe because I could not see
Though you came to me in the night
When the dawn seemed forever lost
You showed me your love in the light of the stars
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Then the mountain rose before me
By the deep well of desire
From the fountain of forgiveness
Beyond the ice and fire
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Though we share this humble path, alone
How fragile is the heart
Oh give these clay feet wings to fly
To touch the face of the stars
Breathe life into this feeble heart
Lift this mortal veil of fear
Take these crumbled hopes, etched with tears
We'll rise above these earthly cares
Cast your eyes on the ocean
Cast your soul to the sea
When the dark night seems endless
Please remember me
Please remember me
https://www.youtube.com/watch?v=iEqpdSKdpxs
Loreena McKennitt, Dante's Prayer
Sunday, 27 November 2016
Świat widziany z całego metra sześćdziesiąt trzy
Dzisiaj jestem tu, jutro będę tam, a byłam jeszcze gdzieś indziej. Gdzie na przykład? Zapraszam poniżej.
1. Amsterdam
Miasto bardzo dorosłych, nad którym unoszą się opary marihuany, niczym smog (k) nad Krakowem. Królestwo rowerzystów, mała Wenecja (i nie śmierdzi!), ciekawa architektura i kuchnia.
2. Liege, Belgia
Jest coś ciekawego, ulotnego w tym mieście nie wyróżniającym się na pozór niczym szczególnym. Spokojny dostatek? Niczym w Londynie, bez parasola ani rusz.
3. Mediolan
To piękne, architektonicznie doskonałe miasto ma w sobie dla mnie pewną obcość. Jak coś co będąc zbyt doskonałym wywołuje w nas pewien dyskomfort. Do podziwiania, ale raczej nie wrócę.
4. Fryburg, Niemcy
Miasto, które niczym Kraków ma w sobie studenckiego ducha. Żakowie, rozleniwieni i rozwaleni na chodnikach, popijają niemieckie piwo. Miasto przecinają urocze kanały, choć nie na taką skalę jak w Amsterdamie.Piękne, zabytkowe budownictwo cieszy oko, a dość rozsądne (w porównaniu do Szwajcarii) ceny kieszeń.
5. Bazylea, Szwajcaria
Bazylea jako miasto samo w sobie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, czyściutko jak to w Szwajcarii, markowe sklepy, przestrzeń i ład. Najbardziej zapamiętałam z wizytę w słynnym Muzuem Sztuki, gdzie oprócz dzieł Van Gogha czy kultowych rzeźb Giacomettiego miałam okazję zachwycić oczy słynnymi płótnami mojego ukochanego Moneta w naturalnej wielkości ("Lilie Wodne" zajmujące pół ściany!)
1. Amsterdam
Miasto bardzo dorosłych, nad którym unoszą się opary marihuany, niczym smog (k) nad Krakowem. Królestwo rowerzystów, mała Wenecja (i nie śmierdzi!), ciekawa architektura i kuchnia.
2. Liege, Belgia
Jest coś ciekawego, ulotnego w tym mieście nie wyróżniającym się na pozór niczym szczególnym. Spokojny dostatek? Niczym w Londynie, bez parasola ani rusz.
3. Mediolan
To piękne, architektonicznie doskonałe miasto ma w sobie dla mnie pewną obcość. Jak coś co będąc zbyt doskonałym wywołuje w nas pewien dyskomfort. Do podziwiania, ale raczej nie wrócę.
4. Fryburg, Niemcy
Miasto, które niczym Kraków ma w sobie studenckiego ducha. Żakowie, rozleniwieni i rozwaleni na chodnikach, popijają niemieckie piwo. Miasto przecinają urocze kanały, choć nie na taką skalę jak w Amsterdamie.Piękne, zabytkowe budownictwo cieszy oko, a dość rozsądne (w porównaniu do Szwajcarii) ceny kieszeń.
5. Bazylea, Szwajcaria
Bazylea jako miasto samo w sobie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ot, czyściutko jak to w Szwajcarii, markowe sklepy, przestrzeń i ład. Najbardziej zapamiętałam z wizytę w słynnym Muzuem Sztuki, gdzie oprócz dzieł Van Gogha czy kultowych rzeźb Giacomettiego miałam okazję zachwycić oczy słynnymi płótnami mojego ukochanego Moneta w naturalnej wielkości ("Lilie Wodne" zajmujące pół ściany!)
Wednesday, 31 August 2016
Dobrze znać swoje korzenie, bo z nich wszystko wyrasta.
Wszystko, co w życiu ważne.
Siano pachnie snem
Józef Czechowicz
Wszystko, co w życiu ważne.
Na wsi
Siano pachnie snem
siano pachniało w dawnych snach
popołudnia wiejskie grzeją żytem
słońce dzwoni w rzekę z rozbłyskanych blach
życie - pola - złotolite
Wieczorem przez niebo pomost
wieczór i nieszpór
mleczno krowy wracają do domostw
przeżuwać nad korytem pełnym zmierzchu.
Nocami spod krzyżów na rozdrogach
sypie się gwiazd błękitne próchno
chmurki siedzą przed progiem w murawie
to kule białego puchu
dmuchawiec
Księżyc idzie srebrne chusty prać
świerszczyki świergocą w stogach
czegóż się bać
Przecież siano pachnie snem
a ukryta w nim melodia kantyczki
tuli do mnie dziecięce policzki
chroni przed złem
Józef Czechowicz
Wednesday, 10 August 2016
Deszczowe piosenki
Świat muzyki jest tak obszerny, że w ciągu całego życia ciężko byłoby poznać wszystkie utwory warte uwagi. Nasz mózg ma jednak swoiste zdolności poznawcze, zdolność do kojarzenia faktów i zjawisk. Podświadomie zapamiętujemy pewne rzeczy, które potem wypływają na powierzchnię w odpowiedniej chwili. Im więcej muzyki słuchasz, tym lepiej to działa.
Poniżej przygotowałam zestawienie kilku piosenek, w których przewija się, czy nawet zwyczajnie dominuje motyw deszczu, stosownych do aktualnej aury za oknem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Zapraszam do słuchania :)
1. "Here Comes the Rain Again". Klasyk zespołu Eurythmics z czasów największej świetności.
2. "Raindrops Keep Fallin' On My Head". Słynny motyw z filmu Butch Cassidy and the Sundance Kid.
3. "It's Raining Men", tytuł trochę przekorny, brawurowe wykonanie z brawurowego filmu.
4. "November Rain", jeden ze szlagierów grupy Guns N'Roses. W pamięć zapada zwłaszcza bezbłędna gitarowa solówka Slasha.
Poniżej przygotowałam zestawienie kilku piosenek, w których przewija się, czy nawet zwyczajnie dominuje motyw deszczu, stosownych do aktualnej aury za oknem. Każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Zapraszam do słuchania :)
1. "Here Comes the Rain Again". Klasyk zespołu Eurythmics z czasów największej świetności.
2. "Raindrops Keep Fallin' On My Head". Słynny motyw z filmu Butch Cassidy and the Sundance Kid.
3. "It's Raining Men", tytuł trochę przekorny, brawurowe wykonanie z brawurowego filmu.
4. "November Rain", jeden ze szlagierów grupy Guns N'Roses. W pamięć zapada zwłaszcza bezbłędna gitarowa solówka Slasha.
Thursday, 9 June 2016
Moja (po części) premiera
Panie i Panowie, oficjalna premiera pierwszej przetłumaczonej przeze mnie książki już 15 czerwca!
Na oficjalnej stronie wydawnictwa Pascal w dziale nowości jest to pierwsza pozycja.
Zapraszam:)
Na oficjalnej stronie wydawnictwa Pascal w dziale nowości jest to pierwsza pozycja.
Zapraszam:)
Thursday, 5 May 2016
'Catching Jordan' Mirandy Kenneally — czyli moje pierwsze tłumaczenie literackie
Jakie życie bywa przekorne. Wydaje mi się czasem, że niewiele rzeczy jest już mnie w stanie zaskoczyć. Czasem trudno wyjść z zaklętego kręgu ogólnie przyjętego malkontenctwa i narzekania. Czasem trzeba zmiany miejsca, perspektywy, nakierowania myśli na zupełnie inne sprawy, porzucenia naiwnych, dziewczęcych fantazji na rzecz uczciwej pracy, ale przytykanej wieczornym wpatrywaniem się w plamki słońca tańczącego na spokojnych wodach jeziora w mieście Z. Wówczas inne rzeczy układają się pomyślnie po cichu i w swoim rytmie, przyprawiając mnie o zdziwienie tak silne, że graniczące z niedowierzaniem.
Ponad rok temu dość znane wydawnictwo Pascal, skupiające się jak dotąd na rynku turystycznym nawiązało ze mną kontakt. Okazało się, że planują poszerzyć swoją ofertę. Prowadziliśmy jednak tylko wstępne rozmowy z mglistą obietnicą na przyszłość. I tak, życie, a raczej wybór osobisty, skierował mnie do Zurychu, gdzie też skupiłam się na prozie, ale prozie życia.
Otrzymałam propozycję przetłumaczenia powieści Mirandy Kenneally pt. Catching Jordan. Link tutaj: http://www.amazon.com/ Catching-Jordan-Miranda- Kenneally/dp/1402262272
Książka jest skierowana głównie do młodzieży i okazała się dość poczytna w Stanach Zjednoczonych. Sama autorka jest bardzo sympatyczną, ciepłą osobą z poczuciem humoru. Powieść opowiada o uczuciowych perypetiach i pierwszych życiowych dylematach Jordan Woods, pani kapitan szkolnej drużyny futbolowej. Narracja jest pierwszoosobowa, akcja toczy się warto i logicznie, a język ewidentnie potoczny.
Dla nas, Polaków, futbol (nie mylić z piłką nożną) jest rzeczą względnie mało znaną. Dla Amerykanów natomiast to sport wręcz o wymiarze narodowym, a mecze Super Bowl to wydarzenie prestiżowe i jedno z najważniejszych w ich corocznym kalendarzu. Amerykańscy futboliści to postacie bogate, szanowane i powszechnie znane.
Na potrzeby tłumaczenia powieści zapoznałam się dogłębnie z terminologią futbolu, strategiami i elementami tej gry. Kosztowało mnie nieco trudu dokopanie się do tego w Internecie, ale było warto.
Włożyłam w tłumaczenie 'Catching Jordan' (nie będę zdradzać polskiego odpowiednika, póki książka nie ukaże się w druku) sporo serca, wolnego czasu (pracowałam nocami i w weekendy aby połączyć to z moją etatową pracą tutaj), silnej woli i samozaparcia. Z satysfakcją przyjęłam wiadomość od współpracującej ze mną pani redaktor o przyjęciu mojego tłumaczenia (po naniesieniu niezbędnych poprawek redakcyjnych) do druku.
Książka powinna się ukazać nakładem wydawnictwa Pascal pod koniec maja.
Drogi Czytelniku mojego bloga, jeśli za czas jakiś wpadnie Ci w ręce ta powieść, zadumaj się na chwilę, nie nad moją pracą, ale nad pracą tłumacza literatury, który musi być po trosze poetą, po trosze sukinsynem, troskliwą matką i cynicznym graczem - słowem, przejąć część każdej postaci. Przeniknąć zamysł autora i przemycić jedynie odrobinę siebie. Zignorować ból karku, pokusę chilloutu, nie walnąć w kimono, aby, gdy nadejdzie deadline, nie utonąć.Książka powinna się ukazać nakładem wydawnictwa Pascal pod koniec maja.
P.S. Pozdrawiam wszystkich, którzy we mnie nie wierzyli.
Malwina
Subscribe to:
Posts (Atom)
Polecany post
Coś, czego nikt nigdy Ci nie odbierze
http://mandywallace.com/writers-live-forever/ (....) Pisanie to harówka, a zarazem coś, czego nikt nie może Ci odebrać . ...
-
As human beings, we are all born creative. We come to this world with clear mind, full of ideas. As children we are fearless. We express o...
-
La Dolce Vita Felliniego to portret psychologiczny dekadenckich, snobistycznych mieszkańców Rzymu. Czarno-biała podróż, przez którą prowadz...















