* THOUGHTS * PHILOSOPHY *WRITING *PERSONAL DEVELOPMENT *PLACES *LIFE *PHOTOGRAPHY *BEAUTY *MUSIC
Showing posts with label Włochy. Show all posts
Showing posts with label Włochy. Show all posts

Thursday, 23 April 2015

La Dolce Vita


La Dolce Vita Felliniego to portret psychologiczny dekadenckich, snobistycznych mieszkańców Rzymu. Czarno-biała podróż, przez którą prowadzi nas dziennikarz Marcello (Marcello Mastroianni) jawi się jako człowiek daleki od ideału i konwencjonalnych kliszy zwykłego, bezrefleksyjnego życia, zdystansowany inteligent, nieodparcie przyciągający kobiety, na czele z Sylvią (Anita Ekberg), szwedzko-amerykańską gwiazdą filmową, kobietą bardzo zmysłową, niedopowiedzianą, pełną życia i poezji.
 Każdy szanujący się kinoman na zawsze zapamiętał scenę kąpieli bogini i śmiertelnika w legendarnej fontannie Di Trevi.

Obraz nie przemyka przed oczami z prędkością światła, jest raczej jak mgła, powoli osiadająca na zmysłach, pełna zadumy i refleksji. 









Sunday, 11 January 2015

Zmierzch w Wenecji



Od czasu do czasu lubię popatrzeć na impresjonistyczny bohomaz.

„Zmierzch w Wenecji” wyszedł spod ręku człowieka o niezwykle łagodnym spojrzeniu, wrażliwca zakochanego w delikatności natury, Clauda Moneta.  Malarz stworzył go w roku 1908. Był to schyłek epoki impresjonizmu i do takiego też nurtu można zaliczyć ten obraz olejny.
Monet często bywał w Wenecji, która stanowiła dla niego źródło inspiracji. Artysta wielokrotnie przenosił na płótno swój ulubiony żywioł – wodę, która często bywa groźna i niespokojna, lecz jest niezbędna do życia. U niego stawała się odbiciem nieba, może nie bliźniaczym, ale równie nieskończonym.
„Zmierzch w Wenecji” przedstawia Kościół San Giorgio Maggiore,  zbudowany na weneckiej wysepce San Giorgio w latach 1597 - 1610r. przez Simeone Sorellę według projektu Andrea Palladio. Kościół znajduje się na drugim planie, na pierwszy plan wysuwa się morze Adriatyckie otaczające budynek.
Tworząc tę wybitnie impresjonistyczną wizję artysta korzystał z kilku wyrazistych barw. Ugier, złoto, lazur, błękit królewski, kasztan, heban. 
Puentą, a właściwie puentami obrazu są woda i niebo, przenikające się wzajemnie, zamykające w czułym uścisku skrawek Wenecji,  jak matka przytulająca dziecko. Zachód słońca nie przypomina śmierci dnia. Jest raczej ostatnim triumfalnym krzykiem życia, płonącego złotawo- ugrowym ogniem.
To raczej fragmentaryczny błękit nieba wydaje się chłodny i beznamiętny.
Kościół San Georgio Maggiore stanowi przeciwwagę dla intensywności otaczającego go żywiołu. Jego czarna wieża odbijająca się w spokojnych morskich falach ma w sobie coś ostatecznego, nieuniknionego, ponurego. Nie jest to jednak w stanie zatrzeć wrażenia pogody i namiętności. Można odnieść wrażenie że miasto jest okruszkiem, ciemniejącym i bezbronnym, wyznacznikiem realności w niepokojącej spokojności obrazu.
Z obrazu Moneta tchnie spokój, tajemnica, przenikają się dwa rodzaje piękna: architektoniczne, czyli dzieło rąk ludzkich, i naturalne, czyli dzieło Boga. Przebija ulotność i kruchość, mamy wrażenie że obraz na który patrzymy za chwilę rozpłynie się i zniknie.
Jak to kiedyś pisał Alfred de Musset: „Zmierzch rumieni Wenecję,
Nieruchomieją łodzie, bez rybaków, bez latarń odbitych w wodzie.”

Polecany post

Coś, czego nikt nigdy Ci nie odbierze

http://mandywallace.com/writers-live-forever/ (....) Pisanie to harówka, a zarazem coś, czego nikt nie może Ci odebrać . ...